Kto przeczytał mój wczorajszy wpis,pomyślał zapewne że jestem zwariowaną matką.
Nie jest to prawdą
To ,że syn się wyprowadził nie jest dla mnie problemem,natomiast fakt w jaki sposób to zrobił zabolał mnie bardzo.
Może właśnie o to chodziło?
Czas pokaże jak to wszystko się poukłada.
Nie zadzwonił jeszcze ,nie daje znaku życia.Cisza..
Myślę o Nim cały czas,czasem łezka zakręci się w oku,ale trzeba żyć dalej.
Teraz muszę poukładać swoje klocki na nowo.nawet już z zaczęłam.
Rozglądam się za pracą,muszę też pomóc Synowi urządzić pokój,bo zamieszka w małym teraz.
Na razie jest mu smutno ,bo został sam .Też musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji,ja też.
Myślę ,że potrzeba nam wszystkim czasu.
Nigdy łatwo nie poddawałam się,teraz też się w koncu wygrzebię.
Ale nigdy już nie będzie tak samo.Przybyło mi kolejnych ran ,które zabliżnią się z czasem jak wszystkie poprzednie.To kolejne schody na mojej drodze ,które muszę pokonać.
A teraz Gosiu wez się mocno w garść.
Dziś.....
3 dni temu










Widzę, że już dzisiaj trochę lepiej.Może po prostu musi pobyć sam ze sobą.Znajdź wszystkie pozytywy tej sytuacji i wyobrażaj sobie swoje życie tak, jakbyś chciała by wyglądało. To na prawdę działa. Zrobiłaś już pierwszy krok. Cieszę się bardzo.
OdpowiedzUsuńOd jakiegoś czasu poczytuję Twojego bloga i zastanawiam się zadając sobie pytanie: Co Ci jest dziewczyno?
OdpowiedzUsuńJestes bardzo chwiejna, wpadasz ze skrajności w skrajność. Melancholia jest Twoim żywiołem i poddajesz się jej nie kontrolując swoich uczuć. Głupio może, że tak tu piszę o tym co mi się wydaje, ale ... obym się myliła.
Mam wrażenie, że destrukcyjnie działasz ma siebie i na świat Ciebie otaczający.
Wydaje się, że masz bardzo smutne życie z maleńkimi promyczkami słońca.
Chciała bym Ci napisać weź się w garść, pozbieraj się, weź się do ciężkiej roboty itp., itd., ale nie, nie napisze, bo Ty sama musisz podjąć decyzję co powinnaś zmienić. No i przede wszystkim zrobić to. Sama miewam melancgolijne nastroje, bo mam tzw. mieszany charakter, ale zawsze ratuję się moflitwą do Boga, płaczę przed Nim, skarżę się Mu i pomaga zawsze. To moje lekarstwo na trudne dni, z którymi sobie nie radzę, ale jest tych chwil coraz mniej.
Pozdrawiam i życzę, abyś odnalazła prawdziwą siebie i drogę dla siebie.
Kundziu, kochanie już mi "brzmisz" trochę lepiej. Masz rację, powoli wszystko się uspokoi i będziesz miała inne spojrzenie na sprawy dotychczasowe. Sama najlepiej wiesz, bo przecież tylko Ty siebie znasz, co robić aby przetrwać i wyjść z tej spirali niepowodzeń. Piękne sentencje wrzuciłaś - dają do myślenia. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń