Uświadomiłam sobie właśnie ,że od kilkunastu miesięcy mój czas upływa
w szpitalu,w przychodniach ,u lekarzy,na badaniach,na cmentarzu u Mamy.
Po między tymi zajęciami obowiazki tzn pranie ,sprzątanie, gotowanie itp i oczywiście na dwa domy.
Gdzieś po drodze zgubiłam siebie.
Żyjąc w takim kieracie chyba nie powinna mnie zaskoczyć depresja .
A jednak .Dopadła mnie... chyba ..bo jeszcze usilnie się bronię.
Jesień zawsze była dla mnie przygnębiająca a w tym roku jest jeszcze gorzej.Zbliża się też 1 listopada,pierwszy od śmierci Mamy,pierwsze bez Niej Boże Narodzenie,wigilia.
Muszę jakoś przeżyć ten czas chociaż co dzień trudniej.
Nie mam żadnej odskoczni ,chwili zapomnienia.Czasem chciałabym wyjechać gdzieś.... im dalej tym lepiej..
chciałabym by dali mi święty spokój chociaż na jakiś czas.
Bardzo trudno pogodzić mi się ze smiercią Mamy ,z chorobą Ojca,z samozagładą mojego męża.
Do tego jeszcze zwykłe problemy dnia codziennego,walka z każdym dniem o trochę normalności ,spokoju.
Juz nie daję rady sobie z tym wszystkim,poprostu nie mam już sił.
.